Dzień trzeci…

Łazy – Ustka

O poranku nasi rowerowi sąsiedzi zrobili nam dość wcześnie pobudkę, bo już przed godziną siódmą. Nie mieliśmy tyle motywacji do tak wczesnego wstawania, więc jeszcze spaliśmy trochę. Potem jak poprzedniego dnia – śniadanko i pakowanie się.

1

Camping w Łazach

Składanie namiotu i przygotowanie rowerów do podróży zajmowało nam z dnia na dzień coraz więcej czasu. Efektem był godzinny wyjazd z Campingu po naszych sąsiadach Ślązakach. Jadąc w kierunku miejscowości Dąbki, już po paru kilometrach zmuszony byłem dać sygnał Mariuszowi by zjechał na pobocze, ponieważ przy przedniej sakwie na kierownicy, zerwały mi się trytytki, które spełniały rolę wzmocnienia uchwytu sakwy. Szybko naprawiliśmy usterke i jechaliśmy dalej.
Pomiędzy wioskami Osiek i Gleżnowa szlak poprowadzono przez pola, drogą wyłożoną płytami ażurowymi, gdzie po kilku kilometrach „skakania” z płyty na płytę człowiek był trochę podirytowany pomysłem wyznaczenia szlaku tym terenem, lecz co jakiś czas widoki nam to wszystko wynagradzały. Z Gleżnowa do Dąbek jechaliśmy na przemian „asfaltem” i ścieżkami rowerowymi, a gdy dojechaliśmy do Dąbek, Mariusz pokazywał, gdzie wraz z rodziną przyjada po zakończonej wyprawie na rodzinne wakacje.

9

Wjazd do miejscowości Dąbki

Tutaj również dogoniliśmy rowerzystów ze Śląska z którymi jechaliśmy do samego Darłowa. Mieliśmy dużo czasu na rozmowy, ponieważ staliśmy co jakiś czas i korkach. Co najlepsze w szczerym polu, a to przez remont drogi pomiędzy Dąbkami, a Darłowem, gdzie na całym odcinku poprowadzono ruch wachadłowy.

10

Korki w szczerym polu… :-)

Niestety w Darłowie się nasze drogi rozeszły. Oni pojechali od razu w kierunku Ustki, a my do latarni w Darłówku, a następnie do Jarosławca, gdzie wstępnie zaplanowaną mieliśmy metę tego dnia odcinka.
Darłówko było kolejnym cichym kurortem przyciągającym ludzi, pragnącym zaznać plażowego spokoju. Nie robiąc odpoczynku szybko odnaleźliśmy latarnię, gdzie zostawiliśmy kolejne ulotki i otrzymałem pieczątkę do książeczki odznaki Bliza – odznaka miłośnika latarni morskich.

22

Darłówko

29

Mariusz publikuje posta na Facebooku

Po wyjechaniu z miasta „nabijaliśmy” kilometry tym razem po „ażurach” nad samym wybrzeżem poprowadzonych pomiędzy Bałtykiem, a Jeziorem Kopań.

31

Szlak pomiędzy Bałtykiem a Jeziorem Kopań

Z chwilą zbliżania się do Jarosławca wspomniane ażury zamieniały się na ubitą trasę, gdzie w przeszłości był poprowadzony trakt kolejowy. Zdradzały tą trasę co jakiś czas pojawiające się spruchniałe podkłady kolejowe i prosta, oraz płaska droga. Dzięki temu odcinkowi w mieście zameldowaliśmy się dosyć wcześnie, bo o około godziny 16-tej. Zjedliśmy obiad i postanowiliśmy wykorzystać jeszcze te kilka godzin do końca tego dnia, i pojechaliśmy w kierunku Ustki.

2

Odpoczynek Mateusza na przystanku… :-)

Parę kilometrów za Jarosławiem spotkaliśmy samotnie podróżującego rowerzystę – Mateusza Leśniaka z Koźnina Wielkopolskiego, który jechał z Międzyzdrojów na Hel. Trochę razem jechaliśmy wymieniając uwagi na temat dalszego odcinka, lecz Mateusz zdecydował jednak jechać swoim tempem i poczekać na nas w Ustce. Natomiast gdy mieliśmy parę kilometrów do miasta, poleciłem Mariuszowi by jechał do Ustki swoim tempem, a ja powolną jazdą miałem jechać za nim. Spowodowane to było odnowioną kontuzją sprzed 10 lat, kiedy to w wypadku (potrącenie przez samochód) doznałem zerwania wiązadła krzyżowego w kolanie.
Gdy powolnie „połykałem” następne kilometry, zastanawiałem się jak poważny jest problem z kolanem i jak się to przełoży na powodzenie wyprawy. Gdy wjechałem do miasta dość szybko odnalazłem Mariusza i Mateusza.

59

W poszukiwaniu noclegu w Ustce

Szybko podjeliśmy decyzję o wspólnym szukaniu noclegu, więc po przejechanych paru kilometrach wjechaliśmy na Camping OSiR, prowadzonego przez Monikę Pawełczyk. Natomiast siostra Pani Moniki wraz z mężem (Monika i Przemysław Mazurowscy z Kalisza) zaoferowali swą pomoc w rozdawaniu ulotek po koncertach na których bardzo często bywają. Ci dobrzy ludzie o dobrych sercach pozwolili nam skorzystać z noclegu zupełnie za darmo. Choć w taki sposób mogli nam pomóc w akcji i samej wyprawie.

66

Mariusz na plaży w Ustce

Wieczorem Mariusz z Mateuszem poszli na miasto pozwiedzać, a mi czas upłynął na podleczeniu kolana. Czułem, że pojawił się stan zapalny i zapewne w celu obrony w takim stanie organizm wytworzył tzw. wodę w kolanie która miała za zadanie schłodzenie stawu. Wiedziałem, że mamy dopiero połowę drogi, a dalsza droga stoi pod znakiem zapytania.
Jeszcze przed spaniem odwiedziłem na portierni prowadzących ten Camping, gdzie opowiadałem o organizacji całej akcji i o Nadii dla której to wszystko zrobiliśmy, a także o dalszych planach.
Następny dzień wiedziałem, że będzie bardzo ciężki z dwóch powodów. Jeden to kolano, a drugi to, że o około drugiej w nocy dopiero udało m się usnąć.
Tym razem nasz dzienny dystans wyniósł blisko osiemdziesiąt kilometrów. Cieszyłem się, że przejechaliśmy więcej drogi niż zaplanowaliśmy na ten dzień, jak również z tego, że Mateusz zdecydował, iż dołączy do nas i pojedziemy razem dla małej na sam Hel.

mapka

Podsumowanie odcinka

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>